seks przez telefon

Kiedy taksówkarz dowiózł mnie do przystani, słońce zapadało właśnie za Bezimienną Wysepkę, oddaloną o jakąś milę w głąb zatoki. Jedyne, co mogłem na niej wypatrzeć, poprzez gąszcz drzew strzegących jej brzegu, to ukośnie ścięty czerwony dach. Pod tym dachem, jak wiiedziałem, mieszkała kobieta imieniem seks telefonistka, która z całkiem sporej części mego życia uczyniła rozchlapaną miazgę, jakby abstrakcyjną plamę malarą, rozmazaną na beżbarwnej fasadzie.

Kiedy już taksówka znikła za zakrętem pokrytej pyłem drogi, poczułem się bardzo samotny. Przystań, zbudowana ze zbielałego od słońca drewna, była stara, zdezelowana, pale pokrywała warstwa zaschłego ptasiego łajna jak tysiące innych przystani na Florydzie, wystawiała się dzielnie na działanie słońca i sold morskiej, czekając dnia, w którym jakiś kolejny huragan położy kres jej istnieniu. Wszystko wskazywało na to, iż jestem pierwszym od lat człowiekiem, który się tu znalazł. Jedynym znakiem świadczącym o jej funkcjonującej użyteczności był duży betonowy garaż, mogący jwmieścić cztery samochody, zamknięty na wszystkie spusty.

Dźwignąłem walizy i wszedłem na pomost myśląc, iż pew

nie nastąpiło jakieś nieporozumienie co do godziny mojego